Natomiast do tej recenzji - mimo, że pozytywnej - nie miałam zbyt wiele weny i nie mogłam się do niej zabrać . Więc wybaczcie mi jeśli wydaje Wam się naciągana czy sztuczna. Zaczęłam ją w piątek, a dzisiaj nie najlepiej szło mi jej zakończenie, a wiedziałam, że muszę to zrobić.

Podróże kształcą. Wiemy to nie od dziś. Pozwalają poznać nieodkryte lądy, zgłębić wiedzę, której nie da nam żaden podręcznik od geografii i nie nauczy żaden profesor. Jest jednak wiele powodów, które nie pozwalają nam od tak, spakować walizki i wyjechać – pieniądze, brak znajomości języka, zobowiązania... Na szczęście w dzisiejszych czasach dzięki licznym dokumentom i książkom podróżniczym możemy przenieść się w wymarzone miejsce. Rzecz jasna, to nie to samo, ale książka nie przygnieciona masą niezrozumiałych i niepotrzebnych słów, pisana zrozumiałym dla nas językiem może nieco przybliżyć odległy dla nas świat.
Martyna Wojciechowska to niezwykle charyzmatyczna dziennikarka i podróżniczka. Jest także redaktorką naczelną magazynów National Geographic Polska oraz National Geographic Traveler. Od 1998 roku związana z telewizją TVN, dla której zrealizowała trzy cykle reportaży Kobieta na krańcu świata. Na ich podstawie napisała dwie książki o tym samym tytule.
Kiedy pewnego popołudnia w moje ręce trafiła „Kobieta na 2 krańcu świata” niemal podskoczyłam z radości. Bowiem gdy druga seria programu „Kobieta...” dobiegła końca, a w księgarniach pojawiły się książki, bardzo pragnęłam ją przeczytać. Niestety, jak to w życiu bywa, nie złożyło się. Martwiłam się też, że publikacja okaże się wiernym odzwierciedleniem reportaży, powtórzeniem słowo w słowo. Jednak moje obawy się nie sprawdziły. Książka jest idealnym dopełnieniem programu telewizyjnego. Choć poznajemy te same wątki to wiele z wypowiedźi nie pada w wersji telewizyjnej, a zdjęcia nie powtarzają się.
Dzięki „Kobiecie...” odbywamy niezapomnianą podróż przez Azję i Afrykę. I nie jest to jedynie obraz afrykańskiej biedy czy japońskich samurajów, które znamy z telewizji. Czytając tę książkę możemy uświadomić sobie jak niewiele wiemy o świecie. Znamy go jedynie z ogólników. A naprawdę warto zagłębić się w ten świat i poznać ciekawe kultury.
Na początku mojej podróży odwiedziłam RPA, poznając charyzmatyczną hipopotamicę Jessikę mieszkającą w... domu ze swoimi opiekunami – Tonym i Shirley. Następnie wybrałam się do Tajlandii, gdzie spotkałam kobiety o długich, 30-centymetrowych szyjach – tamtejszy kanon piękna. Do Tanzanii poleciałam razem z Nayiomą Rae, afrykanką, która pokonała przeciwności losu i została jedną z niewielu kobiet pilotów. Tam też przyjrzałam się tajemnicom zbioru wysokiej jakości kawy arabiki, którą dzięki ciężko pracującym na plantacjach kobietom, możemy delektować się w domu. Widząc niewidomych etiopijczyków oraz uśmiechnięte dzieci żyjące w głodzie i ubóstwie zapadłam w melancholię. Spotkanie z Kimichie, japońską gejszą wprawiło mnie w zachwyt, a jednocześnie smutek wywołany prawdziwą stroną tego „zawodu”. Zaznajomiwszy się z Watanabe Kanae w najdroższym mieście świata – Tokio – zrozumiałam jak dziwaczny potrafi być świat. Małe orangutany na wyspie Borneo przywołały uśmiech, a także żal, przypominając o tym jak wyrodnie potrafią postępować ludzie. A cała podróż została zwieńczona kulisami powstawania reportaży i pożegnaniem z Martyną.
Kropkę nad „i” stawiają wspaniałe zdjęcia okraszające każdą historię. Nie potrafiłam nadziwić się ich idealnością. Są znakomitą puentą każdego reportażu. Przybliżają odczucia bohaterek książki, wyrażają emocje, których nie wyczytaliśmy z ich ust.
Jest tak wiele ciekawych informacji, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Ta książka otworzyła moje oczy. Na piękno świata i panujące w nim zło. A żeby je odkryć musicie sami sięgnąć po tę pozycję. Polecam ją fanom literatury podróżniczej, a także tym, którzy zwyczajnie chcą poznać większy kawałek świata niż swój mały kącik przy komputerze.
Moja ocena : 5/6
Aktualnie na kanale TVN, w soboty o godzinie 15:10, możecie zobaczyć drugi sezon "Kobiety na krańcu świata" i serdecznie zachęcam do obejrzenia. Sama z chęcią oglądam je po raz drugi. Za tydzień poznacie Kimichie i tajemnice japońskiej sztuki :).
Bardzo lubię Martynę Wojciechowską i jej książki. Mam nadzieję że tę kiedyś przeczytam. :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam książki podróżnicze m.in. właśnie autorstwa pani Wojciechowskiej. Opisywanej przez ciebie książki nie miałam jeszcze okazji czytać tak więc muszę to czym prędzej nadrobić :)
OdpowiedzUsuńJeszcze nie miałam okazji czytam książek Martyny Wojciechowskiej. Może niedługo mi się uda? Zobaczymy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
Trzymam więc kciuki za postanowienia na ferie:)
OdpowiedzUsuńCo do książki, skończyłam ją (jak wiesz) niedawno. Moje odczucia były podobne do Twoich, choć jednak pewien niedosyt pozostał. Dlaczego?
Uwielbiam książki podróżnicze, Cejrowski, Pawlikowska, "Moje Indie" Kreta itd. Z Wojciechowską do czynienia miałam raz - przy książce "Etiopia. Ale czat!" i była ona ciekawsza niż "Kobieta na krańcu świata". Zdecydowanie. Jednak i ta pozycja do złych nie należała. W końcu książki podróżnicze to jest coś;)
Na moim blogu recenzja pierwszej części tego cyklu zapraszam
OdpowiedzUsuńZachwyciły mnie książki podróżnicze Beaty Pawlikowskiej, tych od Martyny Wojciechowskiej jeszcze nie znam, ciekawa jestem, czy są równie dobre.
OdpowiedzUsuń