Data wydania w Polsce : 2011r.
Wydawnictwo : Znak
Ilość stron : 270
Moja ocena : 4,5/6
"Obiecaj mi" - Richard Paul Evans„Obiecaj mi” to książka, o której pisał już chyba każdy recenzent. Jednak ja również nie mogłam porzucić jej bez komentarza. Kiedy zobaczyłam ją w bibliotece na półce z nowościami, moje serce zabiło szybciej. Czytałam o niej tak wiele dobrego i choć bardzo chciałam się z nią zapoznać, sądziłam, że w najbliższym czasie nie będę miała na to szansy. A jednak los się do mnie uśmiechnął.
„Przez te wszystkie lata skrywałam sekret, którym nie mogłam się z nikim podzielić. Gdybym komukolwiek go wyjawiła, nikt by mi nie uwierzył. Nikt by nie zrozumiał mojej tajemnicy. Nikt z wyjątkiem mężczyzny, z którym ją dzielę. Przez ostatnich osiemnaście lat nawet on o niej nie pamiętał. Być może dziś się to zmieni. Dziś wieczorem czas dogonił sam siebie.”*
Czy można zachęcić czytelnika bardziej? Te słowa sprawiają, że usilnie pragniemy poznać tajemnicę głównej bohaterki. I trzeba przyznać, jest to tajemnica nietuzinkowa.
Tak naprawdę nie mogę opisać tej książki choć sama mam ochotę podzielić się z innymi tym sekretem. Ale wtedy cała historia straci sens. Szczerze mówiąc gdyby ta pozycja nie była tak rozreklamowana, nie wiem czy sięgnęłabym po nią ze względu na opis. Wydaje się zwyczajny. A jednak treść „Obiecaj mi” jest niezwykła.
Nie należę do grona szybko czytających i przeczytanie jednej książki zajmuje mi około tydzień. Mimo, że jestem nałogowym czytelnikiem przeciętna książka nie wywołuje we mnie takich emocji, które pozwalają mi zarwać noc lub sprawiają, że nie mogę odłożyć książki na później. Nigdy nie zależało mi na kursach szybkiego czytania, ponieważ wolę czytać książkę we własnym tempie, czytając kilka rozdziałów dziennie. Ale to nie była książka przeciętna. Choć akcja nie była zawrotna i szokująca na każdej stronie, wciągnęła mnie i oczarowała swoją magią. Mimo, że nie spędziłam nad nią wielu godzin przeczytałam ją w zaledwie dwa dni. Przewracałam kartkę za kartką i nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy minęła połowa książki, a następnie epilog. Sama nie wiem co mnie tak urzekło w piórze pana Evansa, ale wiem, że jeszcze wrócę do jego książek.
Wiem, że tę lekturę ma za sobą już mnóstwo osób, ale jeśli tę recenzję czytają osoby, które z książką się jeszcze nie zapoznały, to mam nadzieję, że moje słowa wystarczająco Was zachęciły. Tajemnicę Beth trzeba poznać samemu. Streszczenie z ust innej osoby może zniechęcić, choć nie wyobrażam sobie żeby ktoś kto przeczytał tę pozycję wyjawiał główny wątek przyszłemu czytelnikowi.
*Str. 11